Mój kosmetyczny, zimowy niezbędnik

Od paru tygodni (chociaż można by odczuć, że trwa już to wieki) zima zawitała do nas na dobre. Wraz ze zmianą pór roku, zmienia się pielęgnacja naszej skóry oraz produkty, których należy używać, aby była w dobrej kondycji. Dla mniej największym problemem jest nadmierne przesuszenie skóry dłoni na palcach. Gdy temperatura spada poniżej zera momentalnie pojawiają się suche skórki, następnie pęknięcia naskórka, które swędzą i krwawią. Aby dotrzeć do produktów, które w końcu pomogły mi zaradzić temu problemowi musiałam zużyć bardzo wiele różnych balsamów i kremów. Jeżeli zmagacie się z podobnym problemem lub interesuje Was, do których produktów (mimo manii testowania) wracam co roku  – zapraszam do dalszej części.

Wazelina do ust Agatha ruz de la Prada

Produkt ten jest ze mną już parę ładnych lat. Doskonale sprawdza się do ust podczas bardzo zimnej pogody, ale również używam go punktowo na przesuszone przez chłód miejsca na dłoniach. Wazelina lekko nawilża i natłuszcza usta, przy stosowaniu do dłonie musimy upewnić się, że nie będziemy za chwilę nosić rękawiczek, gdyż pozostawimy tłuste ślady. Dla mnie niezastąpiony produkt na przesuszone miejsca na rękach, na usta znalazłam parę innych balsamów.

Moja wazelina jest o zapachu maliny i gruszki. Zapach jest piękny i zachęca do używania. Konsystencją przypomina zwykłą wazelinę, ale nie jest aż tak tłusta i ciężka. Lepiej się również wchłania. Nie zawiera gliceryny, która przez niektórych nie jest tolerowana. Ma jednak w składzie parafinę. Jeżeli nie lubicie tego składnika w kosmetykach niestety produkt ten nie jest dla Was.

Opakowanie jest bardzo ładne: metalowe pudełko z namalowanymi wzorami przywołują na myśl ciepłe, wakacyjne dni. Niestety jeżeli chodzi o otwieranie balsamu jest to koszmar. Bardzo często wieczko się „zasysa” i miałam problem z otworzeniem nawet kombinerkami. Jeżeli szukacie dobrej, zapachowej wazeliny lub produktu na popękane i spierzchnięte miejsca na dłoniach to polecam.

Koszt to ok 20 zł za 15 ml, a wazelina wystarcza na długie miesiące. Ja swój egzemplarz kupiłam w sklepie na lotnisku.

Joanna Oleje Świata – balsam 3 w 1

Jeżeli miałybyście problem z dotarciem do wazeliny Agathy Ruz bardzo dobry zamiennikiem jest balsami 3 w 1 do ust, łokci i paznokci firmy Joanna Cosmetics. Ja oczywiście używam go do bardzo suchych, wręcz pękających miejsc na dłoniach, ale równie dobrze sprawdza się na ustach. Do łokci go nie używałam, gdyż nie mam tego problemu. Przy regularnym stosowaniu skóra jest odżywiona, zregenerowana i nawilżona, a usta nie pierzchną pod wpływem mrozu. Myślę, że doskonale również się sprawdzi jako preparat na suche skórki przy paznokciach, lub nosie podczas choroby.

Opakowanie jest bardzo proste – plastikowy, okrągły 10 gramowy pojemniczek z naklejką na wieczku. Osobiście wolę produkty w sztyfcie ze względu na większą higienę, ale nie jest to problem nie do przeżycia. Niestety pełny skład podany jest na tekturowym opakowaniu, które już wyrzuciłam. Producent pisze, że wiodącymi składnikami są: masło shea, wit E i masło pomarańczowe.

Na stronie firmowej Joanny koszt to 6.39 zł. Wg mnie jak za taki produkt, który naprawdę działa cena bardzo dobra.

Gorąco polecam – chyba bardziej niż wyżej opisane wazeliny.

Bandi – Collagen & elastin cream

W okresie zimowym bardzo ważna jest zmiana pielęgnacji skóry. Preparaty używane na co dzień w lato, nie powinny być stosowane przy niskich temperaturach i chłodnym wietrze. Co najmniej od 10 lat moim niezastąpionym kremem na dzień w okresie zimowym jest krem półtłusty: Collagen&elastin cream firmy Bandi Cosmetics. Zawiera kolagen i elastynę, które mają działanie uelastyczniające, ale nie jest ono bardzo widoczne. Powiedzmy sobie jasno: nie jest to krem typowo liftingujący, przeciwzmarszczkowy, raczej pielęgnujący Wygładza i zmiękcza naskórek, zapobiega odwodnieniu skóry, utracie wody oraz co dla mnie najważniejsze w chłodne dni: chroni przed szkodliwym wpływem czynników zewnętrznych (w tym: chłodem). Buzia po użyciu kosmetyku nie jest przesuszona, zaczerwieniona, popękana  przez zimne powietrze/wiatr. Krem bardzo dobrze również sprawdza się jako baza pod makijaż. Po nałożeniu odczekuję ok 10 min i spokojnie mogę nakładać podkład, korektor. Nic się nie warzy, nie zbiera w zmarszczkach mimicznych, pod warunkiem, że kosmetyk się dobrze wchłonie. Jest to jedyny krem jaki stosowałam z kategorii półtłuste/tłuste, który całkowicie się wchłania, nie zostawia filmu oraz nie roluje się. Ponadto skóra jest bardzo nawilżona, lekko natłuszczona i odżywiona – wygląda ładnie, naturalnie i świeżo. Składnikami aktywnymi są: kolagen, elastyna, wosk pszczeli. Mniej więcej w środku składu znajduje się również gliceryna, dlatego osoby, którym ona szkodzi mogą nie polubić się z tym produktem. Ja jednak polecam go z całego serca skórom suchym i bardzo suchym. Od jakiegoś czasu kosmetyki firmy Bandi poza ich sklepem internetowym można kupić w HEBE.

Balsam do ust w sztyfcie


Każda zima nie obędzie się bez balsamu do ust w sztyfcie. Podczas jazdy komunikacją miejską nie używam produktów pojemniczkach, żeby niepotrzebnie ich nie zanieczyszczać. Obecnie używam pomadki, którą zamówiłam przy okazji zakupów w sklepie internetowym Cherry Culture. Malinowa pomadka (produkowana pod nazwą sklepu Cherry Culture) bardzo dobrze sprawdza się zarówno na zimę jak i na lato. Jest lekko tłustawa, ale bardzo dobrze się wchłania. Dzięki niej moje usta pozostają w dobrej kondycji przez cały jesienno/zimowy okres. Minusem jest dostępność – żeby kupić pomadkę, trzeba złożyć zamówienie w sklepie internetowym i czekać aż zamówienie dotrze z USA. Ale jeżeli będziecie zamawiać kosmetyki to dodatkowo za kwotę $1 polecam kupić balsam na spróbowanie.

Jeżeli macie do polecenia dobry, lekko tłustawy, łatwo dostępny balsam do ust to proszę piszczcie w komentarzach, gdyż ja cały czasz szukam tego jednego, jedynego 🙂

Produkty do mycia


Omówiłyśmy produkty do ciała, teraz czas na coś dla ducha :). Okres zimowy kojarzy się z zapachami typu: pomarańcza, imbir, cynamon, goździki, czasami czekolada. Dlatego poza moimi pewniakami staram się dodatkowo kupić balsam, czy żel o typowo zimowym zapachu. W tym roku używam zestawu: balsam+żel do mycia produkowanego dla Douglas’a. Produkty o zapachu świątecznego ciasteczka urzekają nie tylko zapachem, ale również ciekawym pomysłem na opakowanie. Na każdym produkcie znajdziemy przepis na tytułowe ciasteczko. Żel do mycia, który jak widać na zdjęciu zużyłam do końca, bardzo dobrze się pieni (można używać również jako płynu do kąpieli), pachnie przyjemnie, delikatnie, nie za nachalnie jak większość czekoladowo/ciastkowych produktów. Skóra po kąpieli jest dobrze nawilżona, ładnie pachnie (aczkolwiek dość krótko), niekoniecznie musimy używać balsamu do ciała. W myśl zasady co za dużo to niezdrowo najpierw postanowiłam zużyć płyn, potem balsam, gdyż równoczesne używanie było dla mnie zbyt dużą dawką glukozy ;p Balsam bardzo dobrze się wchłania, nie pozostawia tłustego filmu, nadaje przyjemny zapach. Nic nadzwyczajnego nie robi ze skórą, więc równie dobrze można go zastąpić każdym innym, ale dla maniaków zimowych produktów polecam wypróbować. Zestaw również bardzo dobrze się sprawdzi jako prezent. Na pewno nie będziecie zawiedzione 🙂

Macie jakieś ulubione produkty, których używacie w okresie zimowym? Zapraszam do dzielenia się swoimi perełkami w komentarzach