Kryolan – Bag Sale 2017 – moje wrażenia + zakupy

Pod koniec stycznia na funpage’u firmy Kryolan Polska ukazała się informacja, która ucieszyła wszystkie wizażo i kosmetykomaniaczki. Mianowicie pierwszy raz w Polsce miało się odbyć wietrzenie magazynów znane za granicą jaką Bag Sale. Za podaną, stałą kwotę możesz kupić tyle produktów, ile zmieści się do otrzymanej wcześniej torebki. Jeżeli interesują Was założenia wyprzedaży oraz co udało mi się złowić – zapraszam do dalszego czytania.
Kryolan Bag Sale jest znane na całym świecie od jakiegoś czasu. Oglądając filmiki na you tubie z tego wydarzenia vlogerki, które za kwotę wejściową $30 kupiły produkty za ponad $800 nie mogłam się doczekać 03.02.2017r – wówczas miała odbyć się taka wyprzedaż w Polsce. Może na początek trochę zasad, a potem napiszę moje odczucia i zaprezentuje kupione produkty.
Założenie jest proste: płacimy 300 zł, otrzymujemy od firmy torebkę i mamy 10 min, żeby napakować do niej tyle rzeczy ile się nam zmieści. Cudowne, prawda? Ale nie jest tak pięknie jak wygląda, a mianowicie mamy troszkę ograniczeń. Pierwszym jest torebka o wymiarach: wysokość: 20cm, szerokość: 12cm, długość: 15cm. Na początku wydawało mi się, że będę mogła zmieścić więcej niż potrzebuje. niestety nic bardziej mylnego. Po włożeniu 2 palet cieni i błyszczyków okazało się, że pół torebki mam zajęte 🙁 W ferworze walki o najlepsze produkty, pod presją czasu musimy zadbać dodatkowo o jak najlepsze ułożenie produktów, tak, aby zmieściło się ich jak najwięcej 🙂

Na wyprzedaży nie mamy całego asortymentu firmy. Do wyboru mamy wyselekcjonowane przez firmę produkty do makijażu i charakteryzacji. Nie dotyczy to nowości i bestsellerów. Oczywiście wcześniej nie mamy podanej listy dostępnych produktów, a zakupiony przez nas towar nie podlega reklamacji, czy wymianie.
Wyprzedaż rozpoczynała się o godzinie 10:00 i trwała do 12:00. Na miejsce przybyłam pół godziny wcześniej, żeby zająć kolejkę. Niestety wcześniej nikt nie wiedział jak będzie wyglądać cała wyprzedaż pod kątem praktycznym – ile osób będzie wpuszczone, na jakiej zasadzie będzie liczone 10 min. Spodziewałam się większych tłumów, ale na całe szczęście byłam 7 w kolejce. O godzinie 10:00 ekspedient zaprosił pierwsze 8 osób do sklepu (załapałam się na pierwszą turę :)) i po krótce wytłumaczył zasady:
– stojąc przy wejściu możemy obejrzeć co znajduje się na stołach przeznaczonych na produkty wyprzedażowe (niestety i tak nic nie było widać 🙁 )
– po dokonaniu wypłaty otrzymujemy torbę wyprzedażową i nie ma możliwości zwrotu pieniędzy
– na wyprzedaży znajdują się produkty ze starych kolekcji, które się nie sprzedały, mogą mieć zniszczone pudełka lub mają krótki termin ważności
– mamy 10 min na dokonanie wyboru produktów. Kosmetyki nie powinny wystawać poza torebkę (poza paletami, które w oczywisty sposób będą wystawać, gdyż były większe niż torebka),
– wszyscy po dokonaniu wpłaty i odbiorze torebek rozpoczynają w tym samym czasie i rozpoczyna się odliczanie 10 min.
Nie zostaje nic innego tylko kupować 🙂 Oczywiście jak możemy się domyśleć kolory cieni, czy błyszczyków nie są te najbardziej chodliwe, ale można wygrzebać kilka perełek. Ja w pierwszej kolejności poszłam do palet, gdyż było ich bardzo mało. Udało mi się złowić 2 bardzo ładne palety 5 cieni, jedną 12 cieni, 2 palety 10 błyszczyków i jedną paletkę mini błyszczyków. Dobrze jest wiedzieć jakie kolory wchodzą w skład poszczególnych palet wcześniej, czy znać kolory podkładów, gdyż ja na początku straciłam trochę czasu na otwieranie opakowań. A wbrew pozorom 10 min mija bardzo szybko, gdyż musimy skupić się na wyborze produktów zanim nam ktoś go sprzątnie sprzed nosa oraz sensownym rozmieszczeniu opakowań w pudełku.
A oto co udało mi się złowić 🙂

1. Paleta 12 szminek do ust – 2 opakowania. Nie zaglądałam do środa – brałam w ciemno, ale nie jestem zawiedziona. Trafiłam na 2 różne palety 🙂 Błyszczyki znajdują się w metalowej palecie, dodatkowo każdy wkład można wyjąć i uzupełnić do innym. Zawierają wit. E i wg. producenta charakteryzują się długą trwałością. Przetestuję i na pewno wrócę z recenzją 🙂 
Cena w sklepie internetowym – 190 zł za sztukę.



2. Mini paleta 18 szminek do ust. Do jej kupna  zbierałam się od dłuższego czasu. A tu taka niespodzianka. Od razu jak ją zobaczyłam wylądowała w mojej torbie. Idealna paletka dla osób, które nie przywiązują się do koloru pomadki na istach i często ją zmieniają. Formuła zawiera wit E i wg. producenta charakteryzuje się dobrą trwałością.
Cena 135 zł.



3. Paleta 10 cieni do powiek. O jakości cieni Kryolan ie muszę pisać – każdy kto się z nimi spotkał wie, że sjest ona bardzo wysoka. Paleta zawiera 10 cieni w metalowej paletce. Wkłady są wymienne, aczkolwiek wg. mnie chyba są nie do zużycia 🙂 Wybrałam 2 palety, które okazały się jednakowe, więc jedną sprezentowałam mojej przyjaciółce.
Cena: 195 zł za sztukę

4. Paletka 5 cieni do powiek – cieni nigdy za wiele 🙂 Wzięłam 2 paletki – tym razem udało się trafić na różne 🙂
Cena: 105 zł za sztukę.
5. Cienie satynowe do powiek i ciała – bardzo fajne, nieosypujące się cienie. Po pierwszych próbach nałożenia palcem mogę stwierdzić, że bardzo dobrze się utrzymują nawet bez bazy, nie rolują się. Tworzą bardzo delikatny, połyskujący efekt. Udało mi się złowić 8 kolorów.
Cena 30 zł za sztukę.
6. Dermacolor – to bardzo napigemntowany kamuflaż, który pokrywa zmiany skórne, plamy, przebarwienia, tatuaże. Przy wkładaniu go do mojej torebki nie wiedziałam co to jest, bardziej myślałam o tym produkcie jako o bazie pod cienie i tak go będę stosować 🙂
Cena: 52 zł za sztukę.

 
7. HD Micro foundation (30ml) – to podkład przeznaczony do wykonywania naturalnego makijażu. Bardzo chciałam spróbować tego podkładu i mimo iż, nie jest w 100% dopasowany do mnie kolorystycznie skusiłam się. Niestety jest to jedyny produkt z moich zakupów, po którym widać, że nie jest już pierwszej świeżości, wiec muszę szybciutko go zużyć.
Cena: 145 zł za sztukę.

8. Ultra foundation (15g) – jest to mój pierwszy podkład w kompakcie. Kolor idealnie pasuje do mojej cery i dlatego znalazł się w mojej torebce. Po przeczytaniu opisu na stronie producenta okazało się, że jest to podkład matujący (aczkolwiek zawiera w sobie delikatne rozświetlające drobinki), przeznaczony do wykonywania korekt i do zdjęć fotograficznych. Przy mojej suchej skórze wydaje mi się, że nie będzie to produkt idealny, ale spróbuję.
Cena: 90 zł za sztukę


9. Shining compact (10g) – delikatny bronzer/bronzer rozświetlający. Na pewno przyda się na cieplejsze wiosenne i letnie dni 🙂 
Cena: 110 zł za sztukę.



To wszystko co zmieściło się do mojej torebki. Chyba nie jest źle 😉 
Za wstęp zapłaciłam 300 zł, a kupione produkty w cenie katalogowej kosztują 1752 zł


Ostateczne uważam, że wprowadzenie Bag sale do Polski to bardzo dobry pomysł. Pomijam fakt zakupu dobrych produktów w przystępnej cenie (po przeliczeniu na jeden produkt), ale jest to przede wszystkim bardzo fajna zabawa. Myślę, że wszystkie fanki kosmetycznych wyprzedaży wiedzą o czym mówię 🙂 Jeżeli nie musicie mieć w swojej kosmetyczce samych nowości, lubicie trochę niepewności to serdecznie polecam. Ja na pewno wybiorę się na następne „wietrzenie magazynów” 🙂

Maybelline – Lash Sensational – moja perełka wśród tuszy drogeryjnych

Po rozczarowaniu jakim był tusz Benefit – They’re real postanowiłam poszukać dobrego produktu na półkach drogeryjnych. Pomocne przy tym były promocje Rossmannowe -49%. W szufladzie mojej toaletki wylądowało parę nowych egzemplarzy…. 🙂

Dziś, po ponad 2 miesięcznym testowaniu chciałabym Wam przedstawić perełkę, którą udało mi się wyłowić zupełnie przez przypadek 🙂

Maybelline – Lash Sensational jest to jeden z najlepszych tuszy jakie dotychczas miałam. Opakowanie jest standardowe – niczym szczególnym się nie wyróżnia, ale nie jest pospolite. Ładnie wygląda na toaletce i bardzo wygodnie leży w ręku. Zaskoczeniem była dla mnie szczoteczka – ma różnej długości silikonowe włoski, dzięki czemu jesteśmy w stanie dotrzeć nawet do najmniejszych rzęs. Niestety do jej kształtu trzeba się przyzwyczaić. Nie raz skończyłam ze szczoteczką w oku 🙁 ale jak nauczyłam się jak jej używać została moim ulubieńcem. Swoją trwałością dorównuje tuszom najlepszych marek wysokopółkowych.



Zalety:
– ładny, czarny kolor
– nie tworzy efektu pandy, nawet w wilgotnych warunkach
– nie kruszy się
– ładnie rozdziela rzęsy, nie tworzy efektu pajęczych nóżek
– po ponad 2 miesiącach używania jest nadal jak po otwarciu – nie zasycha, nie tworzy grudek
– pogrubia
– wydłuża rzęsy
– dobrze dozuje produkt – nie musimy wycierać szczoteczki nawet przy pierwszym użyciu
– wydajna
– cena – w promocji zapłaciłam mniej niż 20 zł


Wady:
– nietypowa szczoteczka, ale po kilka razach  przyzwyczajamy się do niej, więc ten punkt znika 😉

Co prawda mam jeszcze kilka mascar w zanadrzu, ale ta na pewno będzie moim ulubieńcem i przy najbliższej promocji ją zakupię.
Napiszcie, czy już go używałyście i jakie są Wasze opinie o tym tuszu? Może macie inne, godne polecenia mascary Maybelline?

Dwufazowy płyn Miceralny Garnier

Obiecałam sobie, że przez najbliższe 2 miesiące nie zamieszczę posta o produkcie/tach do demakijażu, żeby Was nie zanudzić, ale….. musiałam 🙂

Po niewypale z płynem Dermedic udałam się na zakupy, żeby nabyć tak zachwalany przez wszystkich i (podobno) niezawodny Płyn Miceralny Garnier, a wyszłam jak to kobieta z innym, aczkolwiek podobnym produktem. I bardzo się cieszę z mojej decyzji. Jeżeli chcecie wiedzieć dlaczego… zapraszam do czytania 🙂
Moją uwagę przyciągnęła etykieta „nowość”. Jak zwykle muszę chociaż króciutko zobaczyć co nowego zawitało na półkach. Moją uwagę przykuł fakt, że jest to płyn miceralny dwufazowy. Wcześniej używałam płyn do demakijażu oczu z tej firmy i byłam zadowolona. I tak ów płyn znalazł się w moim koszyku. I jest to miłość od pierwszego użycia 🙂 Ale po kolei…

Ostatnimi czasy bardzo fascynuje mnie pielęgnacja olejkami, więc byłam bardzo ciekawa odczuć na skórze. Wydawałoby się, że będzie tłusty pozostawiając nieprzyjemny film na skórze. Nic bardziej mylnego! Myślę, że dzięki zawartemu olejowi płyn bardzo dobrze rozpuszcza nawet wodoodporny makijaż, ale nie pozostawia nieprzyjemnego uczucia tłustej, lepkiej, zapchanej skóry. Przed użyciem płyn należy wstrząsnąć, aby wymieszać ze sobą warstwę emulgującą i emulgator. 



Po wymieszaniu, płyn ma barwę delikatno-blado pomarańczową. Zapach jest bardzo miły, delikatnie słodkawy. Ciężko go opisać – to trzeba powąchać! 🙂 Mi od razu przypadł do gustu. Nie lubię bardzo perfumowanych kosmetyków, ale używając kosmetyków bezzapachowych czegoś mi brakuje. Nawet dla miłośników bezzapachowych kosmetyków będzie znośny. Czym poza zapachem mnie jeszcze oczarował? Bardzo dobrze oczyszcza! Zarówno oczy jak i twarz. Koniec z uciążliwym tarciem i rozmazywaniem tuszu po twarzy ;). Z tym płynem możemy delikatnie i bez uszkodzeń oka zmyć nawet mocny, wieczorowy makijaż. Również nie szczypie w oczy. Płynem (tradycyjnie) zmywam całą twarz i oczy, przemywam potem żelem do mycia twarzy i mam pięknie oczyszczoną twarz gotową do nakładania kremu. Płyn mnie nie uczulił ani nie podrażnił skóry. Nie wiem jak się będzie zachowywał (i ciężko mi to przewidzieć) w przypadku skór tłustych (np. czy nie będzie zapychający), ale serdecznie i gorąco polecam wszystkim skórom suchym! 🙂
Płyn na pierwszy rzut oka sprawia wrażenie wydajnego. Używam go ponad 3 tygodnie, a ubytek jest niewielki (jak widać na zdjęciu). Opakowany jest w plastikową buteleczkę charakterystyczną dla płynów tej marki. Butelka mimo dużych rozmiarów (400ml) dobrze leży w dłoni, nie wyślizguje się. Dla mnie jest to dodatkowy plus, gdyż widzę ile kosmetyku jeszcze mi zostało (i kiedy trzeba iść na kolejne zakupy :)) Bardzo dobrze wyprofilowany korek nie wylewa produktu na boki, nie dozuje go również za dużo wylewając na wacik. 

Cena – ok 20 zł za 400 ml.

Jakie są Wasze opinie na temat produktów firmy Garnier?

They’re real Benefit – recenzja

Kiedy skończył się mój ulubiony tusz do rzęs, a niestety nie zdążyłam zaopatrzyć się w nowy, postanowiłam przetestować They’re real firmy Benefit, który jakiś czas temu otrzymałam w jednym z urodowych boxów. W pudełku otrzymałam miniaturkę, pełnowymiarowe opakowanie o pojemności 8,5 g jest to koszt 135 zł.
Zgodnie z obietnicami producenta gumowa szczoteczka ma zapewnić długotrwały efekt sztucznych rzęs z pokryciem nawet najkrótszych rzęs. Nie rozmazuje się i nie wysycha.
W mojej opinii szczoteczka jest wygodna w użyciu, o ile się do niej przyzwyczaimy. Parę początkowych prób skończyło się nieprzyjemnym dłubnięciem w oko. Przez pierwszy miesiąc użytkowania efekty były porównywalne z zapewnieniami producenta: rzęsy wydawały się dłuższe i grubsze, nie odbił się na powiekach i się nie osypał. Nie zauważyłam również efektu pajęczych nóżek. Aczkolwiek efekt sztucznych rzęs (przy moich średniej długości rzęsach) nie był zauważalny. Niestety po ponad miesiącu od otwarcia tusz zaczął wysychać, osadzać się w malutkich grudkach na szczoteczce. Nie widać już również takiego efektu jak początkowo.
Mimo, iż tusz ten nie jest produktem wodoodpornym poddałam go testowi na trwałość w wilgotnych warunkach. Po przyjściu do domu z pracy postanowiłam wziąć gorącą kąpiel, żeby sprawdzić jak się tusz zachowa. Niestety tutaj zawiódł – po kąpieli wyszłam z efektem „pandy” pod oczami. Raczej nie poleciłabym go Paniom, które lubią chodzić na siłownię/saunę z umalowanymi rzęsami.
 
Przy swojej trwałości mascara jest zadziwiająco łatwa do zmycia. Do demakijażu oczu używam jednofazowego płynu miceralnego Lireac oraz mleczka do demakijażu Charmine Rose (recenzja już niedługo:)). Przy mleczku proces zmywania trwa troszkę dłużej, ale również sprawnie.
Przy marce Benefit nie można nie wspomnieć również o opakowaniu. Pełny produkt przyciąga swoim metaliczno-szarnym kolorem oraz eleganckim opakowaniem. Tusz prezentuje się na ekskluzywnie, tylko pytanie brzmi…… czy za taką cenę nie oczekujemy czegoś więcej niż tylko ładnego opakowania? Czy może opakowanie nie jest tylko wabikiem na kobiety, które (niestety) są w pewnym sensie srokami? 🙂
Czy kupię go ponownie?Raczej nie, biorąc pod uwagę cenę pełnowymiarowego opakowania.
Może trafiłam na „felerne” opakowanie, może ten tusz tak ma…., ale nie spełnił on moich oczekiwań…. Dajcie znać, czy go używałyście i jakie są Wasze opinie.