Rimmel Fresher skin – czy rzeczywiście skóra po tym podkładzie jest fresh?

Na tegoroczną promocję w Rossmanie szłam z mniejszą lista zakupów niż zazwyczaj. Ale na jej pierwszym miejscu był podkład Rimmel Fresher Skin, który chciałam kupić po dobrej recenzji jednej z youtuberek, którą oglądam już od ponad 3 lat. Ma taką samą, suchą skórę jak ja, więc dla mnie powinien być to strzał w dziesiątkę. Miałam również nadzieję na odnalezienie tańszego zamiennika mojego ulubionego face and body z firmy MAC. Jeżeli jesteście ciekawe mojej opinii – zapraszam do dalszego czytania.

Czytaj dalej Rimmel Fresher skin – czy rzeczywiście skóra po tym podkładzie jest fresh?

Bourjois Twist up the volume – odkrycie, czy niepotrzebne udziwnienie?

Hello,

Dziś przychodzę do Was z recenzją tuszu do rzęs, który w ostatnim czasie udało mi się zużyć i kupiłam już następne opakowanie (tylko inną wersję) na promocji w Rossmannie 🙂 Mam na myśli Bourjois Twist up the volume. Jeżeli chcecie poznać moje zdanie na jej temat zapraszam do lektury 🙂

Twist up the volume nie jest pierwszym tuszem tej marki,który używałam. Wcześniej na sezon letni kupowałam tusz w kolorze niebieskim, w mniejszym (niż standardowe) opakowaniu. Bardzo sobie go chwaliłam i kupowałam dopóki nie został wycofany. Zachęcona pozytywnymi odczuciami na jednej z promocji sięgnęłam po naszego tytułowego bohatera. Skusiła mnie niestandardowa szczoteczka, a ja lubię nowości i udziwnienia 🙂 Dodam, że jest ona silikonowa, a u mnie tego typu szczoteczki sprawdzają się lepiej niż standardowe. Mechanizm pozwala malować w dwóch pozycjach dla osiągnięcia 2 efektów: wydłużenia i pogrubienia.

Pozycja nr 1: – wydłużenie

 
Pozycja nr 2 – pogrubienie

Jestem posiadaczką krótkich rzęs, więc każdy tusz, który na prawdę wydłuża jest dla mnie zbawieniem. Rzeczywiście mascara równomiernie rozprowadza produkt, a rzęsy stają się widoczne. Nie jest to efekt wow i sztucznych rzęs, lecz delikatne wydłużenie i przyciemnienie. Nie są sklejone, nie mają efektu pajęczych nóżek – dodatkowy plus, gdyż dla mnie tego typu efekt jest nienaturalny i nieładny. Tusz nakładałam w różnych wariantach: pozycja nr 1 i 2, lub dwukrotnie w tej samej wersji. Wielkiego efektu pogrubienia niestety nie zauważyłam (był, ale nie taki jakiego się spodziewałam :)). Za to wydłużenie jakie daje jest w mojej ocenie, przy moich rzęsach i budowie oka wystarczające.
Najlepsze efekty uzyskiwałam przy użyciu najpierw pozycji nr 1 potem 2 jak zaleca producent.

 
Wielką zaleta jest to, iż tusz się nie kruszy, nie tworzy efektu pandy i nie rozmazuje się nawet podczas deszczu (niestety u mnie większość tuszy tak robi). Konsystencja również wg mnie jest dobra – nie za sucha, nie za mokra. Tuszu używałam dzień w dzień (prócz weekendów) przez ok 4,5 m-ca i nic się w jakości nie zmieniło. Cały czas bardzo dobrze się rozprowadzała, nie osypywała.

Mascara bardzo ładnie się zachowuje przy demakijażu. Zmywałam ją płynami micelarnymi, których używałam w tym czasie (Bandi, Tolpa i Garnier). Nie jest konieczne wielokrotne tarcie oczu, zmywa się trochę „na pandę”, ale jednym pociągnięciem możemy ten efekt usunąć spod oczu.

Podsumowując: bardzo przyjemny produkt z dobrej cenie (przy promocjach). Cena regularna to ok 50 zł.

Używałyście tego tuszu? co sądzicie? Zapraszam do dyskusji 🙂

Moje rozczarowania ostatnich miesięcy

hej,
Dziś przychodzę trochę ponarzekać. Nie wszystkie produkty, które opisuje są dobre, niektóre są średnie, ale te które zamierzam Wam przedstawić niestety nie spełniły oczekiwań. Nawet nie zauważyłam ich działania….. Dobrze, że na przestrzeni kilku miesięcy to tylko 3 rzeczy 🙂 Oczywiście, to że nie sprawdziły się u mnie to nie znaczy, że Was zawiodą. Ale jeżeli macie podobną skórę/włosy do moich – nie spodziewajcie się cudów.

Pierwszym produktem jest czereśniowa maska do włosów Kallos. Zdecydowałam się na nią po przeczytaniu wielu pozytywnych opinii. Skład maski zachęca – nie jest długi, oczywiście nie jest również w pełni naturalny. Jedynym, roślinnym składnikiem aktywnym jest olej z pestek czereśni. Mi to nie przeszkadza, o ile substancje chemiczne zawarte w kosmetykach nie są groźne dla nas i naszego zdrowia. Maska ma za zadanie nawilżać i odżywiać nasze włosy, które po zastosowaniu staną się puszyste i miękkie.

Maska znajduje się w 1 litrowym opakowaniu wykonanym z plastiku. Przeszkadza mi jednak brak pompki, tym bardziej, że maska jest spora, więc zanim ją zużyjemy wiele razy zanurzymy w niej ręce 🙂 chyba, że ktoś nakłada szpatułką. Zapach przypomina chemiczną wiśnię 🙂 coś podobnego do kiedyś znanych gum do żucia Hubba bubba. Utrzymuje się na włosach ok 30 min. po spłukaniu maski, więc nie jest to większy problem dla osób, którym by przeszkadzał. Konsystencja jest budyniowata – przyjemnie się rozprowadza na włosach, nie ścieka.

I teraz najważniejsza kwestia – działanie. Niestety poza ładnym zapachem przez krótki czas po zmyciu nie zauważyłam większego wpływu na moje włosy. Oczekiwałam chociażby nawilżenia moich końcówek, które ostatnio mimo moich podatnych na przetłuszczenie włosów stały się suche. Plusem jaki mogę na siłę napisać jest brak dodatkowego przetłuszczenia jak to mam miejsce przy niektórych nawilżających maskach. Szkoda, bo za niewielkie pieniądze zapowiadała się całkiem porządna maska. Albo ja trafiłam na złą wersję. Może keratynowa lub z algami byłaby lepsza…? Może kiedyś jeszcze się skusze na inną wersję. Narazie muszę wykończyć tę co mam (a jest to trudne :)) plus parę innych które czekają na recenzje 🙂

Kolejnym produktem, który bardzo mnie zawiódł jest tusz do rzęs Yves Rocher o którym pisałam tu (link). W skrócie tylko dodam, że się kruszy, pozostawia efekt pandy. Za 57 zł (w cenie regularnej) można kupić lepszy produkt. Nie polecam i na pewno do niego nie wrócę

Ostatnim kosmetykiem jest CC Cream z firmy Max Factor. Jest to pierwszy produkt tej firmy na który się skusiłam przy okazji zeszłorocznych zakupów w Rossmanie na promocji -49%. Od razu napiszę, że bardzo się cieszę, iż nie kupiłam go w cenie regularnej, gdyż byłabym okropnie zła. Jestem jak wiecie posiadaczką skóry suchej, bez skłonności do niedoskonałości. Nie potrzebuje zatem wielkiego krycia – kremy CC się u mnie dobrze sprawdzają. Krem na miła konsystencję, sprawia wrażenie lekkiego. Dobrze się rozprowadza nie kawali i nie ściera. Nakładałam go palcami na krem nawilżający. Dlaczego mi się więc nie podoba?
Pierwszą rzeczą jakiej nie da się przeoczyć to zapach – produkt pachnie brudną, zgniłą ścierka do podłogi. Może to tylko mój egzemplarz, jednak skutecznie odstrasza i nie ma się ochoty na dalsze jego używanie. Postanowiłam dać mu jednak szansę i próbowałam go używać w weekendy, wiedząc, że nie będę spotkać się z ludźmi, bo niestety zapach się utrzymywał przez jakiś czas po nałożeniu. Ale tu kolejna przeszkoda….. Krem bardzo oksyduje na kolor różowy. Moja twarz zrobiła się o co najmniej 2-3 tony ciemniejsza i wyglądała jakbym dopiero co wróciła z długiego plażowania i spaliła sobie twarz. Tego było już za wiele. Zaraz po zrobieniu zdjęcia na potrzeby tego posta krem wylądował w koszu na śmieci.

Tak wyglądają moje rozczarowania ostatnich miesięcy. Jeżeli macie jakieś produkty, które się nie sprawdziły piszcie – może dzięki temu uda się uniknąć kilku zawodów. 🙂

Yves Rocher – Sexy pulp – recenzja

Po wielkim sukcesie tuszu Lash Sensational Maybelline (link) przyszła pora na testowanie kolejnego, drogeryjnego i łatwo dostępnego tuszu, a mianowicie Yves Rocher Sexy Pulp. Tusz otrzymałam jako gratis przy rejestracji karty stałego klienta. Zachęcona pozytywną opinią innych produktów tej firmy m.in żelu do mycia twarzy nie mogłam się doczekać aż go wypróbuję. Jeżeli chcecie poznać moją opinię – zapraszam do dalszego czytania 🙂
 
Tusz zapakowany jest w czarną buteleczkę (o pojemności 9 ml) z różowymi napisami. Opakowanie z nóg nie zwala i nie zachwyca – dla mnie jest obojętne. Według opinii producenta produkt ma ekstremalnie pogrubiać rzęsy, a jego trwałość to aż 12 godzin. Głównym składnikiem aktywnym jest wosk carnauba, dzięki któremu nasze rzęsy będą uwodzicielsko pogrubione. Dodatkowymi składnikami są:  guma z akacji, woda z bławatka, wosk ryżowy. Brzmi fajnie, prawda? to teraz troszkę o moich odczuciach…..
 
 
Tusz nakłada się bardzo przyjemnie. Szczoteczka ładnie rozczesuje rzęsy, nie skleja ich i nie powoduje efektu pajęczych nóżek. 
 
 
 
Bardzo lubię taki rodzaj szczoteczki, chociaż wiem, że ma on swoich przeciwników i zwolenników. Nie jest to głęboka, soczysta czerń, ale rzęsy są ładnie podkreślone. Szałowego pogrubienia również nie zauważyłam. Niestety minusy zaczęły być widoczne po 3h od nałożenia. Tusz odbił się na górnej powiece (ze względu na moją opadającą powiekę byłam w stanie mu to wybaczyć), ale jak zaczął się kruszyć i tworzyć efekt pandy pod oczami, niestety zyskał wielkiego minusa. Oczywiście nie zraziłam się po jednym razem i uparcie próbowałam przez kolejne dni w różnych kombinacjach z kremami, podkładami i korektorami pod oczami. Niestety efekt był ten sam……A przy wilgoci w powietrzu – nawet nie chce komentować 🙁
Tusz w cenie regularnej kosztuje 57 zł. Jest to bardzo dużo biorąc pod uwagę fakt, że mało robi, a może niestety zniszczyć nasz makijaż. Nawet bez tych wad uważam, że cena jest mocno zawyżona – za taką kwotę możemy kupić o wiele lepszy tusz Bourjouis lub wspomnianego parę postów wcześniej Maybelline (w tym przypadku pewnie i 2 opakowania :))
 
Reasumując: wielki zawód. Nie kupię go ponownie i nie mogę polecić go również Wam. Chociaż na niektórych blogach ma pozytywne opinie, to i tak jego cena nie jest adekwatna do jakości i uzyskanego efektu.
Dajcie znać, czy miałyście inne tusze tej firmy i jak się sprawdziły.
 
Pozdrawiam Was serdecznie i życzę miłego dnia 🙂