Marki Premium – recenzja tuszu do rzęs Lancome – Grandiose

Czasem dzięki mojej słabej woli i uleganiu namowom sprzedawcy trafiam na naprawdę świetny produkt. zdarza się jednak zakup może okazać się totalną klapą. Jak było w przypadku tuszu z najdziwniejszą szczoteczką jaką widziałam? zapraszam dalej 🙂

Tusz zakupiłam w Douglasie oczywiście namówiona przez przemiłego konsultanta. Widać było po tym jak mówi o tuszach (omówił każdy z Lancome po kolei), że chyba zna się na rzeczy, więc oczywiście poszłam do kasy z niechcianym produktem 🙂 Ale nie żałuję!

Za tusz zapłacimy ok 150zł. Tak, jest to drogo jak na mascarę, ale od razu widzimy za co płacimy. Piękne, czarne opakowanie, dość ciężkie, z cieniowaną skuwką i różą na samej górze. Wygląda na prawdę luksusowo! Samo patrzenie sprawiało mi wielką radość.  Jak już dotrzemy do wnętrza opakowania również czeka nas niespodzianka. A mianowicie szczoteczka jest lekko i nieoczywiście zakrzywiona. Według producenta właśnie dzięki temu wygięciu dotrzemy do każdej, nawet najmniejszej i najbardziej schowanej rzęsy. Rzeczywiście jest to prawda. Jednak do tego kształtu trzeba się przyzwyczaić. Pierwsze 2-3 aplikacje skończyły się ‚dziubnięciem’ w oko, ale szybko można się przywyknąć i codzienne tuszowanie już nie będzie problemem. Szczoteczka jest silikonowa, posiada różnej długości wypustki, które bardzo ładnie rozdzielają rzęsy pokrywając je tuszem od nasady po same końce.

Początkowo produkt jest bardzo mokry, więc po pierwszej aplikacji odłożyłam go na ok tydzień, po czym do niego wróciłam. Przy mokrej formule sklejał rzęsy, tworzył efekt pajęczych nóżek i bardzo odbijał się na górnej powiece. Jak już to przetrwamy to możemy się cieszyć super produktem 🙂

Mascara daje efekt dużego pogrubienia i wydłużenia rzęs, czyli tego, czego osobiście szukam w tuszach. Czerń jest również zjawiskowa – daje na prawdę piękny, ciemny odcień. Dzięki temu w końcu moje oczy wyszły zza opadającej powieki 🙂

Jedną rzeczą, do której mogę się przyczepić jest zmywanie. Aby go dobrze zmyć musimy się bardzo napracować. Ja próbowałam płynem Micelarnym Tołpy (maskara) i Płynem Garnier z olejkiem. Tutaj było ciut lepiej, aczkolwiek musiałam się tyle namachać, że nie dość, że po jakimś czasie zauważyłam delikatne wypadanie rzęs, to jeszcze widziałam wszystko jak przez mgłę i konieczne było umycie twarzy mydłem/żelem. Jednak bez wątpienia jest to najlepszy tusz jaki kiedykolwiek miałam i testowałam! Na pewno do niego wrócę i wypróbują inne tusze tej firmy.

Używałyście tuszy Lancome? Co o nich sądzicie?

Może zainteresuje Was też wpis o innych tuszach:

  1. clinique – klik
  2. Maybelline – klik
  3. Dior – klik
  4. Bourjois – klik
  5. Yves rocher – klik
  6. Benefit – klik

24 odpowiedzi do “Marki Premium – recenzja tuszu do rzęs Lancome – Grandiose”

  1. Ciekawie wygląda ta szczoteczka. Ja jednak znam świetne tanie maskary i uważam, że tusz to jeden z kosmetyków za które nie warto przepłacać, z droższych produktów wolę np. palety cieni.

  2. Cena dla mnie go totalnie dyskwalifikuje, a szkoda bo chętnie użyłabym tego cudaka. Pewnie też potrzebowałabym czasu, by przyzwyczaić się do kształtu i manewrowania nim.

  3. Jednym słowem szczoteczka ergonomiczna, chyba się sprawdziła, bo nie zawsze jest łatwo umalować wszystkie rzęsy równo…

Dodaj komentarz