Produkty do ust, które miałam ostatnio (nie)przyjemność używać

Na początku 2018 r przeglądając mój koszyczek z produktami do ust stwierdziłam, że jak na jedną osobę mam ciut za dużo dobroci 😉 postanowiłam sobie (i w tym postanowieniu wytrwałam cały rok), że nie kupię nic nowego, dopóki nie zużyję chociaż połowy. I chociaż idzie mi to bardzo powoli krok po kroczku zużywam kolejne pomadki, błyszczyki, balsamy. O kilku z nich chciałam Wam dziś opowiedzieć.

Zacznę od błyszczyka, który dostałam kiedyś od koleżanki. Kupiony był w Douglasie i bardzo przypadł mi do gustu, gdyż jest przeźroczysty w delikatnymi różnokolorowymi drobinkami. Błysk na ustach mi nie przeszkadza, wręcz przeciwnie. Formuła jest dość rzadka choć ciut lepka, zdecydowanie nie ma nic wspólnego z Bourioujs 3d, który uwielbiam. Niestety wylewa się poza kontur ust, gdy za dużo go nałożymy. Raz znalazł się nawet pod nosem 🙂 A niestety przy małej warstwie nie ma już tego pięknego efektu 🙁 Błyszczyk używam i już prawie go denkuje, ale chyba nie kupię więcej nic z kategorii błyszczykowej, którą wypuści firma Douglas 🙁 Ale dla osób, które lubią nałożyć minimalną ilość, żeby coś się działo na ustach myślę, że będzie ok.

Po urodzeniu dziecka zaczęłam poznawać szerszą gamę produktów i dzięki mojemu Bobasowi mogę je testować. Takim produktem była maść na bolące sutki dla kobiet karmiących firmy Medela. Jest to czysta lanolina, która łagodzi wszelkie pęknięcia, zaczerwieniania na ustach, pod nosem, czy na dłoniach. Uwielbiam ten produkt i wiem, że moje koleżanki, którym go poleciłam również są zadowolone. Niestety moje opakowanie się skończyło i je wyrzuciłam, więc wstawiam llink do apteki internetowj: klik. Koszt tego produktu to tylko 12 zł, a np. bardzo znany dr Lipp czystą lanolinę jako produkt do ust sprzedaje za 60 zł 🙂 Chyba warto zatem udać się do apteki 😉

Pozostając w temacie maści do sutków poszłam o krok dalej i z ciekawości kupiłam taką maść firmy, którą bardzo lubię i mam cały asortyment jej kosmetyków, a mianowicie Bubchen. Dodatkowo firma dodaje do lanoliny szereg olejów oraz masło shea i masło kakaowe. Jest vegański i w 100% naturalny. W Świecie Dziecka kosztował ok 20zł. Jak mam być szczera nie jestem w stanie określić, czy produkt jest dobry, czy nie, gdyż dla mnie po prostu śmierdział zjełczałym kosmetykiem i nie byłam w stanie go używać. Dodatkowo jak na tak dużą zawartość tłustych składników był bardzo rzadki i spływał z palca i ust. Niestety całą tubkę wyrzuciłam. Nie wiem, czy trafiłam na felerne opakowanie, czy ten typ tak ma, ale więcej po niego nie sięgnę.

Kolejnym produktem jest balsam do ust Eveline SOS Classic –   Markę Eveline znam od ok 15 lat i najbardziej kojarzyła mi się z kredkami do oczu, które miały temperówkę w skuwce. Bardzo je lubiłam jako 17 latka i z wielkim wzruszeniem oglądam jak firma się rozwija i zdobywa pozytywne recenzje swoich produktów. Kupiłam w Rossmannie pomadkę SOS z myślą o jesienno-zimowej porze. Produkt ma regenerować popękane, spierzchnięte i suche usta, czyli takie jakie pewnie ma większość z nas, gdy przyjdą zimniejsze dni. Używam jej pomad miesiąc i muszę przyznać, że jestem zadowolona. Długo się utrzymuje na ustach, nawilża i regeneruje usta. Niestety jest jedno ‚ale’…. musi stać w temperaturze pokojowej, gdyż włożona do torebki przy temperaturach poniżej 15 stopni tak bardzo twardnieje, że nie byłam w stanie rozprowadzić jej na ustach. Dlatego stoi na szafce nocnej i sięgam po nią każdego wieczora 🙂

I to byłoby na tyle jeżeli chodzi o moją pielęgnację ust ostatnich miesięcy. A Wy co używałyście? Może macie do polecenia dobry balsam?

 

14 odpowiedzi do “Produkty do ust, które miałam ostatnio (nie)przyjemność używać”

Dodaj komentarz