Słynny krem pod oczy Bobbi Brown – czy rzeczywiście jest wart swojej ceny?

Do tego postu przygotowywałam się wiele miesięcy. Nie tylko dlatego, że krem był bardzo drogi i chciałam go przetestować z każdej możliwej strony (robię to zawsze), ale chciałam go zużyć, porównać z innymi produktami pod oczy, zagłębić się w skład i przygotować dla Was bardzo rzetelny wpis. Jeżeli jesteście ciekawi mojej opinii na temat Bobbi Brown Extra Eye Repair Cream zapraszam do lektury.

Nie będę ukrywać, że jest to najdroższy krem pod oczy jaki kiedykolwiek miałam, dlatego również moje oczekiwania były wielkie . Jego cenę poczujemy już po samym opakowaniu – szklany, ciężki, solidny słoiczek, z czarną zakrętką i białym logo. Niby nic wielkiego, a jednak. Nie lubię tego typu opakowań, gdyż musimy bardzo uważać, żeby nie zanieczyścić produktu. Nie zraziło mnie to i z wielkim zaciekawieniem przystąpiłam do testów. Pierwsze parę dni miałam mieszane uczucia. Krem okazał się tak tłusty, że nie wchłaniał się przez następne 4-5h, czułam go pod oczami i za bardzo nie wiedziałam o co tyle hałasu. Do tego bardzo ciężko było mi go nabrać na palec, gdyż był tłusto-śliski. Jak zużyłam pierwszą, wierzchnią warstwę powolutku zaczęliśmy się lubić. Kremik dobrze się wchłaniał (oczywiście nie od razu, ale po 15 minutach już go nie czułam), nie kleił się, nie warzył i co najważniejsze super nawilżał okolice oczu. W zimę używałam go rano i na wieczór, a w okolicach kwietnia już tylko na wieczór, gdyż mógłby się stopić. Zużycie całego opakowania zajęło mi 6,5 miesiąca, a na prawdę nie żałowałam go sobie. Myślę, że stosunek ceny do wydajności jest na prawdę rewelacyjny.

Po zużyciu pierwszej warstwy, krem ma konsystencję masełkowatą, zwartą, gęstą.  Sama formuła jest bogata w substancje odżywcze, znajdziemy w nim wiele olejów roślinnych, składniki nawilżające, ale i substancje chemiczne. Czytałam wiele opinii, że jak na taką cenę chemii jest za dużo, ale jeżeli mnie czytacie regularnie to wiecie, że o ile takie składniki działają i nam nie szkodzą – dla mnie nie ma problemu 🙂

A jak się mają obietnice producenta co do rzeczywistości? Firma zapewnia, że krem likwiduje zmarszczki, zapobiega powstawaniu nowych, ożywia, nawilża i natłuszcza skórę pod oczami i niweluje opuchnięcia, zasinienia. Co do tych ostatnich się nie wypowiem, gdyż nigdy nie miałam takiego problemu pod oczami. Ale muszę przyznać z czystym sumieniem, że nigdy nie miałam tak dobrze nawilżającego kremu pod oczy, a zużyłam ich wiele. Poziom nawilżenia wzrósł o 100%, można było wyczuć również natłuszczenie, które nie było nachalne, a potęgowało efekt nawilżenia. Zmarszczek nie zauważyłam nowych, ale stare pozostały. Ale tego się spodziewałam, gdyż nie wierzę w usunięcie zmarszczek tylko dzięki kremowi. Obietnica co do opuchnięć również została spełniona. Krem testowałam w trudnym dla mnieokresie: przy małym dziecku, do którego trzeba wstawać co 2-3h i tak od dłuższego czasu (już chyba za długiego :)) Przy takim trybie (nie)spania opuchnięcia są rzeczą naturalną, a jednak…. ja ich nie miałam. Również wielki plus dla kremu.

Dodam tylko, że krem przeznaczony jest dla każdego typu cery i używany w zimę pod makijaż, mimo swojej gęstej i tłustawej konsystencji, doskonale się do tego sprawdza. Ani korektor ani podkład się nie ważą, nie wchodzą w zmarszczki, długo się utrzymują, a okolice pod oczami nie są wysuszone.

A jak się zachowuje skóra po odstawieniu kremu?

Niestety po około tygodniu zbawienne odczucie nawilżenia zniknęło, widać, że następca nie daje rady. Jeżeli chcemy zachować efekty, musimy używać go stale. Ja na pewno do niego wrócę, ale dopiero po zużyciu zapasów, wypróbowaniu tych kremów, które mam na wish liście 🙂 a może znajdę jakiś tańszy zamiennik? Na pewno dam znać 🙂

Napiszcie, czy znacie ten krem i jakie są Wasze odczucia.

 

5 odpowiedzi do “Słynny krem pod oczy Bobbi Brown – czy rzeczywiście jest wart swojej ceny?”

  1. Jeśli chodzi o kremy pod oczy, to nie żałuję na nie pieniędzy- pracuję przy komputerze, mało śpię, więc okolice oczu mam bardzo wrażliwe i przesuszone. Ten kremik jest ok, ale znacznie lepszy jest ze smashboxa. Polecam, jeśli jeszcze nie próbowałaś.

Dodaj komentarz