Serum liftingujące Sea Of Spa – moja opinia

W poprzednim poście opisywałam Wam moje odczucia na temat kremu na dzień i kremu na noc izraelskiej firmy Sea of Spa. Dziś przychodzę z uzupełnieniem mojej opinii o serum tej firmy. Zapraszam.

Opakowanie od razu mi się spodobało – nie dość, że dostajemy 40ml produktu, to jest ono w formie żelu z czerwonymi drobinkami, które pięknie się prezentują w przeźroczystej buteleczce. Do tego pompka i jestem w pełni usatysfakcjonowana.

Jak już wspomniałam produkt ma konsystencję żelu, którego potrzebujemy na prawdę niewiele, aby nasmarować całą twarz, szyję i dekolt. Bardzo przyjemnie się rozprowadza i chyba tutaj skończą się plusy. Zanim kosmetyk się wchłonie pozostawia na ok 10-15 min lepką warstwę, którą czujemy cały czas na twarzy, nawet jak jej nie dotykamy. Do tego jest to bardzo niepraktyczne przy porannym nakładaniu, gdyż wydłuża nam czas do nałożenia makijażu. Próbowałam lepką warstwę przykryć kremem (z tej i innej serii), ale nie zdało to egzaminu. Na obronę serum mogę powiedzieć, że dobrze nawilża skórę, nawet tą bardzo suchą i wymagającą. Niestety pomimo stosowania go więcej niż 2 miesiące dzień w dzień (chciałam go jak najszybciej zużyć) nie zauważyłam zbytniego ujędrnienia i spłycenia zmarszczek. Do tego na moje nieszczęście jest on tak wydajny, że na co dzienną aplikację raz lub 2 razy dziennie na twarzy szyję i dekolt wystarczył na ponad 2 miesiące. Dlaczego produkty, które się u mnie sprawdzają nie są tak wydajne? 🙂

Z przykrością muszę powiedzieć, że cała linia kosmetyków nie przypadła mi do gustu (o kremach przeczytacie tu). Nie są to tanie produkty, nie mają dobrego, naturalnego składu, a do tego nie przynoszą obiecywanych efektów. Uważam, że za tą cenę można znaleźć coś dużo lepszego – np. produktu polskiej marki Sylveco/Vianek.

 

5 odpowiedzi do “Serum liftingujące Sea Of Spa – moja opinia”

    1. u mnie sie nie sprawdziły. Ale z czystym sumieniem mogę polecić serię Black Pearl tej samej firmy 🙂

Dodaj komentarz