Wcierka Vianek – czy na prawdę włos nam z głowy nie spanie?

Dziś przychodzę do Was z recenzją produktu, który w ubiegłym roku uratował moje włosy. Tak na prawdę nie wiem dlaczego dopiero teraz o nim piszę, więc bez zbędnego przedłużania – zapraszam dalej 🙂

Będąc na Targach Beauty Forum w sierpniu ubiegłego roku szukałam dla siebie preparatu, który pomoże moim wypadającym po ciąży włosom wrócić do formy. Przy okazji odwiedzin na stoisku Sylveco zaproponowano mi zakup toniku/wcierki normalizującej, który podobno działa cuda. Długo nie trzeba było mnie namawiać 🙂

Oto co zapewnia producent: „Preparat w formie toniku do stosowania na skórę głowy, normalizujący pracę gruczołów łojowych. Zawiera kompleks ekstraktów z pokrzywy, skrzypu, łopianu, szałwii i brzozy, bogatych w składniki mineralne (cynk, miedź, krzem) oraz witaminy, które wzmacniają cebulki, znacząco przyspieszając wzrost włosów. Olejki rozmarynowy i eukaliptusowy odświeżają, pobudzają i odżywiają skórę głowy. Systematycznie stosowanie sprawia, że włosy rosną mocniejsze i grubsze, stają się bardziej odporne na uszkodzenia.”

Wcierkę stosowałam raz dziennie przez 2 tygodnie. Preparat nie powodował dodatkowego (czego bardzo się obawiałam) ani mniejszego przetłuszczenia moich włosów. Nie obciążał i nie sklejał. Pierwsze efekty zauważyłam właśnie po 2 tygodniach regularnego stosowania. Włosy zaczęły mniej wypadać i stały się mocniejsze. Już nie gubiłam ich całej garści przy czesaniu. Dlaczego więc przestałam ją stosować po tak krótkim czasie?  Firma deklaruje, że jej wyroby są naturalne i zawierają kompleksy i oleje roślinne, nie sztuczne zamienniki. Jestem żywym dowodem, że jest to prawda. W tym całym zaaferowaniu zakupami nie skojarzyłam, że mam okropne uczulenie na brzozę 🙂 i po 2 tygodniach myślałam, że zdrapię skórę na głowie do mózgu 🙂 przy sztucznych składnikach nie byłoby tego „problemu”. Tak więc tonik stosuję nadal, ale raz na tydzień na 20 min przed myciem głowy jako szybki zastrzyk składników aktywnych 🙂

Wcierka znajduję się w buteleczce z atomizerem. Jest to bardzo wygodna i higieniczna forma aplikacji, aczkolwiek jeżeli chcemy punktowo go nałożyć może być to problem. Widziałam na stronie internetowej, że firma już zmieniła atomizer na końcówkę do precyzyjnego nakładania.

Produkt jest szalenie wydajny – jest to plus i minus, gdyż nie jesteśmy w stanie go zużyć w sugerowanych 3 miesiącach od otwarcia. Dobrze, że wcierka nie jest bardzo droga (za ok 150ml zapłacimy ok 20zł), bo inaczej żal byłoby wyrzucić nawet kroplę. Aczkolwiek polecam podzielić się z mamą lub koleżanką 🙂

Ostatnią kwestią jaką chce poruszyć to zapach – nie każdemu przypadnie do gustu (jest mocno ziołowy). Dla mnie to zapach lasu i gdyby nie moja alergia, nie miałabym z nim problemu.

2 odpowiedzi do “Wcierka Vianek – czy na prawdę włos nam z głowy nie spanie?”

Dodaj komentarz