Mój święty graal wśród peelingów

Kto nie lubi peelingów? Chyba nie znam takiej osoby. Cotygodniowy peeling całego ciała jest u mnie rutyna od lat, której staram się sumiennie przestrzegać. W swojej kosmetycznej historii miałam już wiele peelingów, ale właśnie denkuje mojego świętego graala. Nigdy nie miałam tak fajnego produktu, który jednocześnie jest gruboziarnisty tak jak lubię i dodatkowo pielęgnuje skórę. Jeżeli chcecie dowiedzieć się o kim mowa – zapraszam do dalszej części posta 🙂

Mediterranean Spa Mild salt body scrub cream otrzymałam do testów jakiś czas temu od dystrybutora, który chciał wprowadzić produkty tej marki na rynek Polski. Dodatkowo w paczce były żele do mycia, które mnie nie zachwyciły i dlatego odłożyłam scrub na bok. Dlaczego zwlekałam tak długo? 🙁

Może zacznę od odpakowania – zwykły biały, plastikowy, 400g pojemnik z naklejką. Opakowanie jak opakowanie. Nic wielkiego, może poza ładnym zdjęciem mandarynki, które zdradza już zapach produktu. Z naklejki możemy dowiedzieć się, że jest to produkt nie posiadający PEG-ów, parabenów i posiada 100% roślinne ekstrakty (z paproci) i olej z mandarynki.

Jak już wspomniałam wyżej peeling jest produktem gruboziarnistym. Idealnie złuszcza, pozostawiając skórę gładką i nawilżoną. Dodatkowo zawarte oleje ją natłuszczają i po wyjściu z kąpieli skóra jest idealnie nawilżona, natłuszczona, a w dotyku jak przysłowiowa pupcia niemowlaka. Dodatkowo przez krótki czas pachniemy mandarynką 😀 Nie ma potrzeby stosowania dodatkowo balsamów, gdyż ten produkt łączy w sobie peeling i balsam i to z najwyższej półki.

Niestety produkt ostatecznie nie został wprowadzony na rynek polski, a moje opakowanie poważnie sięga denka. Nie znalazłam w internecie sklepu online (po polsku lun angielsku), w którym mogłabym zakupić go ponownie. Jeżeli znacie włoski i znajdziecie sklep, w którym mogłabym kupić ten peeling – dajcie znać 🙂 Oczywiście Wam go polecam z czystym sumieniem.

6 odpowiedzi do “Mój święty graal wśród peelingów”

Dodaj komentarz