Marki Premium – Dior Skinfresh Radiance – recenzja

Witajcie,

Dziś chciałabym Wam przedstawić kolejny produkt marki Dior,  który miałam przyjemność (albo i nie) używać. Bez zbędnego rozpisywania się – zapraszam do czytania 🙂

Na ten produkt skusiłam się po wielu pozytywnych opiniach przeczytanych w internecie. Ale po kolei…

O opakowaniu nie trzeba dużo pisać – klasa sama w sobie i tutaj wiemy za co płacimy. Według mnie korektor przypomina ładne, dobrej firmy pióro.

Jeżeli chodzi o działanie już nie jest tak różowo. Korektor wchodzi w zmarszczki (których, umówmy się, aż tak dużo nie mam). Jakby tego było mało nie nawilża (a moja sucha skóra tego wymaga, a i korektor miał być teoretycznie nawilżający), jest  gęsty, suchy. Krycie ma dobre, ale nie rozświetla okolicy pod oczami, tylko ją matowi (hmmm, a chyba powinno być odwrotnie?).  Aplikacja sama w sobie jest ok, ale po przekręceniu pędzelka trzeba trochę odczekać, gdyż nie wiadomo ile produktu nam wyleci. Ja na początku tego nie robiłam, przez co zmarnowałam niestety trochę tego, nie taniego korektora. Pędzelek sam w sobie jest dobry, precyzyjny, aczkolwiek trzeba go myć po każdym użyciu, gdyż resztki produktu na nim zastygają.

Korektor współgra z podkładami tj, nie roluje się, dobrze się łączą, ale niestety  każdy podkład wygląda na nim źle, ze względu na wysuszający efekt jaki daje. Dopiero po wymieszaniu z bazą konsystencja zmienia się na  mniej suchą i można spokojnie go nakładać. Ale czy na pewno chcemy za taką kwotę mieć korektor, który trzeba mieszać? Ostatnim minusem jest mały wybór kolorówki.

To chyba na tyle…. Korektor nie należy do moich ulubieńców, wręcz przeciwnie….:( jest to drugi produkt tej firmy, na którym się zawiodłam. Nie sądziłam, że za taka cenę (prawie 200 zł) będę musiała kombinować, żeby nie wyglądać jak 70 letnia babuszka :/

Dodaj komentarz