Olay 7 Total effects krem+serum – moja opinia po 3 tygodniach stosowania

Też macie tak, że jak się coś kończy to już wszystko? Kiedy zauważyłam denko w obecnie używanym kremie i serum postanowiłam wypróbować krem+serum z Olay, które czekało na swoja kolej w moich zapasach. Jeżeli chcecie wiedzieć jak się sprawdziło i co o nim myślę – zapraszam do lektury.

Opakowanie mimo, że proste przyciąga uwagę. W przeźroczystym, podłużnym opakowaniu widoczne jest serum + krem, które tworzą biało-beżową spiralę. Całość prezentuje się bardzo efektownie. Do tego mamy dozownik, który się nie zacina, bardzo ładnie dozuje produkt, czyli pierwszy plus.
Krem jest skierowany do kobiet w wieku 25-44 lata i ma do wykonania 7 głównych zadań, zmniejszenie:

  • Zmarszczek i linii mimicznych
  • Utraty jędrności
  • Widoczności porów
  • Nierównego kolorytu
  • Nierównej struktury skóry
  • Suchości cery
  • Braku jej blasku

Po 3 tygodniach stosowania rano i wieczorem mogę swobodnie wypowiedzieć się na temat działania. Posiadam skórę suchą/bardzo suchą. Kosmetyk nie spełnił moich oczekiwań w zakresie nawilżenia. Co prawda skóra była nawilżona, ale niedostatecznie. Po połowie dnia (nie wiem dlaczego akurat po takim czasie) po przetarciu palcami twarzy – rolował się. Nie zauważyłam również efektów w zakresie poprawy jędrności i wygładzenia zmarszczek i linii mimicznych. Moja twarz wyglądała normalnie, nie zachwycała blaskiem i poprawą kolorytu. Czyli de facto dla mojej cery kosmetyk ten nie zrobił (poza delikatnym nawilżeniem) prawie nic. Do tego jest bardzo niewydajny. Aby pokryć twarz (bez szyi) musiałam zużyć 3 pompki, przez co po 3 tygodniach stosowania już prawie go zużyłam.  dodatkowo podczas upałów spływa z twarzy, czego już nie mogę wybaczyć. Nie ma nic gorszego niż uczucie spływania kremu z twarzy przy 30 stopniowych upałach! Plus za SPF 20.
Konsystencja jest bardzo przyjemna – nie klei się, dobrze wchłania, delikatnie pachnie. Skład jest chemiczny, więc jeżeli ktoś ceni sobie kosmetyki naturalne, na pewno się nie polubi z tym kremem. Na drugim miejscu mamy glicerynę, więc osoby, u których powoduje ona zapchanie, nie powinny sięgać po to serum.

*Skład: Aqua, Glycerin, Ethylhexyl Salicylate, Niacinamide, Homosalate, Butyl Methoxydibenzoylmethane, Topioca Starch, Octocrylene, Aluminium Starch Octenylsuccinate, Acetyl Glucosamine, Dimethicone, Panthenol, Behenyl Alcohol, Cetyl Alcohol, Tocopheryl Acetate, Allantoin, Sodium Ascorbyl Phosphate, Camellia Sinensis Leaf Extract, Isohexadecane, Dimethiconol, Titanium Dioxide, Nylon-12, Polyethylene, Hydroxyethyl Acrylate/Sodium Acryloydimethyl Taurate Copolymer, Cetearyl Glucoside, Polysorbate 60, Stearic Acid, Sorbitan Isostearate, Sodium PEG-7, Olive Oil Carboxylate, PEG-100 Stearate, PEG-4 Laurate, PEG-4 Ammonium Polyacrylate, Cetearyl Alcohol, Benzyl Alcohol, Disodium EDTA, Methylparaben, Ethylparaben, Propylparaben, Iodopropynyl, Butylcarbamate, Parfum, Linalool, Hexyl Cinnamal, Geraniol, Citronellol, Limonene, Benzyl Salicylate, Butylphenyl Methylpropional, Caramel, CI.

Resumując:
Kosmetyk zużyłam, ale bez żadnych fajerwerków. Nie pogorszył stanu mojej skóry, ale i nie polepszył. Na pewno nie kupię go ponownie, ani nie polecam, gdyż za cenę 40 zł za 40 ml możemy kupić coś lepszego.

 

Dodaj komentarz