Nowa kolekcja lakierów hybrydowych od Kabos Cosmetics

Nadeszła wiosna, a wraz z nią wiele nowości, którymi uraczyli nas producenci lakierów hybrydowych. Jest to mój ulubiony okres w roku, gdyż wszytko budzi się do życia łącznie z naszym manicure 🙂 Wychodzimy z zimowych brązów, śliwek i czerwieni, a sięgamy po ostatnio bardzo modne pastele lub żywsze, odważniejsze kolory. Mimo, iż zawsze przeglądam nowości wielu firm zazwyczaj swoje hybrydy kupuję od lat tylko z jednej – Kabos Cosmetics. Jeżeli jesteście ciekawe moich nowości, zapraszam do dalszej części wpisu.

W tym roku marka Kabos wyszła z dwiema kolekcjami: Creamy i Criminal.Chociaż kolory z serii Criminal jak najbardziej trafiają w mój kolorystyczny gust, tym razem skusiłam się na zakup lakierów stonowanych, cielistych. I tak wykupiłam prawie całą kolekcje Creamy 🙂

Jako uzupełnienie mojej hybrydowej kolekcji wybór padł na kolory nr. 82, 83, 84, 85.Wszystkie odcienie oprócz nr 84 mają w sobie delikatne drobinki, które ślicznie mienia się w słońcu. W mojej opinii będą dobrze się prezentować zarówno na krótkich jak i na długich pazurkach. Poniżej moje aktualne paznokcie wykonane kolorami 83 i 84.

Dodatkowo nie mogłam się oprzeć paru nowościom i zakupiłam:
– bazę witaminową – wzbogacona o kompleks witamin E i B5 dedykowana do łamliwych paznokci;
– bazę typu „strong” – posiadającą właściwości żelu budującego. Oczywiście nie zbudujemy nim bardzo długich paznokci, ale przy krótkich stylizacjach poradzi sobie świetnie;
– top matowy dzięki któremu każdy błyszczący kolor stanie się matowy. Jeszcze nie miałam okazji go używać. Oczywiście dam znać co o nim sądzę;
– no wipe top coat – top znany już hybrydomaniaczkom z innych firm. Top ten nie pozostawia warstwy dyspersyjnej, co bardzo ułatwia stylizacje pyłkami typu glass efekt, czy efekt chromu.

Mój zbiór wzbogacił się rówież o jeden pyłek – galaxy effect red i jeden kolor z serii lakierów hybrydowych GeLike – kolor Pretty Woman – bardzo ładny, głęboki brąz.

Tak prezentują się całe moje zakupy. Jak Wam się podobają? Co sądzicie o nowej serii lakierów?

Koniecznie dajcie znać na jaki kolor manicure macie ochotę w tym roku 🙂

Yves Rocher – Sexy pulp – recenzja

Po wielkim sukcesie tuszu Lash Sensational Maybelline (link) przyszła pora na testowanie kolejnego, drogeryjnego i łatwo dostępnego tuszu, a mianowicie Yves Rocher Sexy Pulp. Tusz otrzymałam jako gratis przy rejestracji karty stałego klienta. Zachęcona pozytywną opinią innych produktów tej firmy m.in żelu do mycia twarzy nie mogłam się doczekać aż go wypróbuję. Jeżeli chcecie poznać moją opinię – zapraszam do dalszego czytania 🙂
 
Tusz zapakowany jest w czarną buteleczkę (o pojemności 9 ml) z różowymi napisami. Opakowanie z nóg nie zwala i nie zachwyca – dla mnie jest obojętne. Według opinii producenta produkt ma ekstremalnie pogrubiać rzęsy, a jego trwałość to aż 12 godzin. Głównym składnikiem aktywnym jest wosk carnauba, dzięki któremu nasze rzęsy będą uwodzicielsko pogrubione. Dodatkowymi składnikami są:  guma z akacji, woda z bławatka, wosk ryżowy. Brzmi fajnie, prawda? to teraz troszkę o moich odczuciach…..
 
 
Tusz nakłada się bardzo przyjemnie. Szczoteczka ładnie rozczesuje rzęsy, nie skleja ich i nie powoduje efektu pajęczych nóżek. 
 
 
 
Bardzo lubię taki rodzaj szczoteczki, chociaż wiem, że ma on swoich przeciwników i zwolenników. Nie jest to głęboka, soczysta czerń, ale rzęsy są ładnie podkreślone. Szałowego pogrubienia również nie zauważyłam. Niestety minusy zaczęły być widoczne po 3h od nałożenia. Tusz odbił się na górnej powiece (ze względu na moją opadającą powiekę byłam w stanie mu to wybaczyć), ale jak zaczął się kruszyć i tworzyć efekt pandy pod oczami, niestety zyskał wielkiego minusa. Oczywiście nie zraziłam się po jednym razem i uparcie próbowałam przez kolejne dni w różnych kombinacjach z kremami, podkładami i korektorami pod oczami. Niestety efekt był ten sam……A przy wilgoci w powietrzu – nawet nie chce komentować 🙁
Tusz w cenie regularnej kosztuje 57 zł. Jest to bardzo dużo biorąc pod uwagę fakt, że mało robi, a może niestety zniszczyć nasz makijaż. Nawet bez tych wad uważam, że cena jest mocno zawyżona – za taką kwotę możemy kupić o wiele lepszy tusz Bourjouis lub wspomnianego parę postów wcześniej Maybelline (w tym przypadku pewnie i 2 opakowania :))
 
Reasumując: wielki zawód. Nie kupię go ponownie i nie mogę polecić go również Wam. Chociaż na niektórych blogach ma pozytywne opinie, to i tak jego cena nie jest adekwatna do jakości i uzyskanego efektu.
Dajcie znać, czy miałyście inne tusze tej firmy i jak się sprawdziły.
 
Pozdrawiam Was serdecznie i życzę miłego dnia 🙂