Prawie idealny krem – Organique Eternal Gold

Prawie od 10 lat poszukuję idealnego kremu…. Tego jednego jedynego….. i niestety na dzień dzisiejszy mi się to nie udało 🙁 ale dzięki tym poszukiwaniom znalazłam bardzo dobry krem, który mogę z czystym sumieniem polecić posiadaczkom cer suchych i bardzo suchych. Jeżeli jesteście ciekawe – zapraszam do dalszego czytania 🙂
Firma Organique jest mi znana już od bardzo dawna. Do dnia dzisiejszego próbowałam jedynie ich maseł do ciała i niestety żałuję…. W serii Eternal Gold znajdują się dwa, w mojej opinii bardzo dobre produkty: krem pod oczy i krem do twarzy. Seria polecana jest dla skóry dojrzałej, jednak ja jako posiadaczka skóry bardzo suchej odczuwam efekty starzenia znacznie wcześniej. Chcąc pozbyć się pierwszych zmarszczek (szczególnie pod oczami) zdecydowałam się na zakup.
Golden anti aging cream – krem bogaty w dużą ilość składników aktywnych (z resztą jak większość produktów tej firmy). Znajdziemy w nim m.in. olej z soi, masło shea, ekstrakt z owoców: maliny, truskawki, kiwi, jabłka, brzoskwini, papai, ogórka oraz lawendy. Krem mimo iż nawilżający, nie jest jak większość produktów tego typu. Duża ilość składników aktywnych jest wyczuwalna – nie jest to zwykły krem oparty na wodzie, glicerynie, który momentalnie wchłania się jak woda. Przy aplikacji czujemy, że wsmarowujemy „coś więcej”. Według producenta krem jest bardzo nawilżający, przeciwzmarszczkowy, napinający i wygładzający. Przy sumiennym stosowaniu rano i wieczorem skóra wygląda na zdrową, promienną, nawilżoną. Krem nadaje się idealnie jako baza pod makijaż (podkład aplikowałam ok. 8 min po nałożeniu kremu, po jego całkowitym wchłonięciu). Niestety nie zauważyłam zmniejszenia zmarszczek. Gdyby nie to uznałabym krem za idealny. Cena jest również przystępna jak na jakość kremu – za 50 ml zapłacimy 99 zł. Dodam, iż kremik jest wydajny – wystarczył ma na prawie 3 miesiące.
Golden anti wrinkle eye cream – krem pod oczy również jest oparty na naturalnych składnikach jednak porównując skład z kremem do twarzy jest ich mniej. Przy regularnej aplikacji doskonale nawilża i odżywia okolice oczu. Dzięki temu ani podkład ani korektor nie waży się, a po przypudrowaniu doskonale trzyma się cały dzień. Mimo iż nie zmniejszył/zniwelował zmarszczek pozostawił skórę w bardzo dobrej kondycji. Na pewno kupię go ponownie.
Oba kremy są zapakowane w ładne tekturowe opakowanie, a sam słoiczek jest wykonany z grubego szkła, także mimo upadku nic się nie potłucze (ewentualnie poza terakotą :)). Krem ma delikatny zapach i nawet osobom nie lubiącym zapachowych kosmetyków na pewno się spodoba.
Używałyście produktów Organique z tej serii? Przypadły Wam do gustu? Napiszcie, jakie są Wasze ulubione kremy.

Demakijaż – co dzienna przyjemność, czy przykra konieczność? Porównanie płynów micelarnych Dermedic Hydrain i Lireac

Skuteczny demakijaż jest podstawą pielęgnacji skóry. Oczywiście każda kobieta ma swój własny, ulubiony sposób usuwania makijażu, używając swojego ulubionego preparatu. Są zwolenniczki płynów micelarnych, mleczek, pianek, a także zwykłego mydła z wodą. Jeżeli jest to sposób dobry dla skóry – dlaczego nie?

Dziś chciałabym omówić 2 preparaty, które ostatnio stosowałam do demakijażu. Jeden z nich sprawił, że ta prosta niby czynność stała się koszmarem……

Płyn Micelarny Dermedic Hydrain+ 

Preparat w swoim składzie zawiera m.in. wodę termalną, kwas hialuronowy, co jest jego zdecydowaną zaletą. Posiada również alantoinę, która ma działanie łagodzące, przez to preparat również nie podrażnia skóry. Według producenta płyn zmywa makijaż i wszelkie zanieczyszczenia pozostawiając uczucie świeżości i czystości nie podrażniając przy tym oczu, zmiękcza i utrzymuje nawilżenie warstwy rogowej skóry, nie zatyka porów. Rzeczywiście moja skóra i oczy nie zostały podrażnione, nie zapchał również porów. I tu chyba kończą się jego zalety…..

Płyn oczywiście zmywa makijaż, ale bardzo słabo. Przy demakijażu oczu ilość rzęs jaką straciłam próbując zmyć tusz (nie wodoodporny!) jest ogromna. Przy pierwszym dotknięciu płatków kosmetycznych zwilżonych naszym płynem, przytrzymaniu przy rzęsach, żeby tusz się rozpuścił i usunięciu go, zmyłam może połowę tuszu nałożonego na rzęsy. I nie byłoby z tym problemu, gdyby nie to, że przy drugiej próbie tusz został tak rozmazany, że przypominał dwa wielkie siniaki pod oczami. Co najgorsze próbując usunąć te plamy zacierałam tylko skórę, a one nadal zostawały. Przy użyciu innego płynu – zniknęły natychmiastowo. To jest jego wielki minus, gdyż cały demakijaż oczu zajmował mi 3 razy tyle czasu ile powinien i dodatkowo musiałam nabyć nowy preparat, żeby usunąć pozostałości, które nie zostały zmyte.

Podsumowując, płyn zdecydowanie nie spełnia moich oczekiwań i na pewno nie sięgnę po kolejną buteleczkę. Cena również nie jest najniższa, gdyż za 100 ml płacimy ok 14 zł. Biorąc pod uwagę cenę i jakość produktów do demakijażu Garnier’a jest to po prostu nie opłacalny zakup. Jakie są Wasze doświadczenia z tym produktem? Podobne, czy ja po prostu trafiłam na pechową partię? 

Owym płynem, który ratował „katastrofę” na mojej buzi był Lireac DÉMAQUILLANT DOUCEUR – Płyn micelarny do demakijażu twarzy i oczu. Jest to mój pierwszy produkt tej firmy. Płyn ma delikatny zapach, który wg. mnie nie będzie drażnił osób nielubiących kosmetyków zapachowych. Przy delikatnym makijażu oka usuwa wszystko bez zastrzeżeń, przy makijażach wieczorowych nie sprawdza się w 100%. Płyn nie podrażnia, nie wysusza i nie ściąga skóry. Ja po demakijażu skóry myję twarz żelem do twarzy. Ta kombinacja pozwalała mi zmyć cały makijaż pozostawiając skórę gotową do tonizowania i nałożenia kremu.

Płyn nie zawiera alkoholu, przez co nie wysusza skóry. Dodatkowo zawarte w nim substancje czynne takie jak wyciąg z kwiatów lnu i malwy, które mają właściwości nawilżające. Producent pisze, że płyn nie wymaga spłukiwania. Po demakijażu moja skóra było trochę lepka, więc nie wyobrażam sobie nie użycia żelu do mycia twarzy. Ogólnie płyn oceniam na dobry. Cena nie jest najniższa – za produkt 200 ml zapłacimy ok 55 zł.

Następny w kolejce do testów jest Płyn Micelarny z olejkiem – nowość firmy Garnier. Chcecie recenzję?

Recenzja pomarańczowego kremu do rąk firmy Kinetics

Która z nas nie marzy o pięknych i zadbanych dłoniach? Bez przesuszeń, pęknięć, niedoskonałości….

Na rynku zarówno kosmetyków profesjonalnych jak i drogeryjnych mamy wiele produktów do rąk. Producenci prześcigają się w swoich zapewnieniach na temat jakości swych produktów. Ale czy rzeczywiście jest to prawda? Ze względu na swoją pracę zawodową udało mi się przetestować wiele kremów/balsamów do rąk. W tym 
i w następnych postach będę starała się przybliżyć Wam niektóre z nich. Może pomogę w odnalezieniu Waszego jedynego i niezastąpionego kremu? 😉

Na początek chciałabym Wam przedstawić mało znany krem: Kinetics Hand & soul – Lotion do rąk o zapachu pomarańczy i drzewa sandałowego.
Na opakowaniu producent rozpisuje się tylko o aromaterapeutycznym wpływie kremu na nas i nasze samopoczucie. Nic o właściwościach……

Spójrzmy na skład: całkowicie chemiczny, nie widzę olejów, wyciągów, czy naturalnych składników aktywnych. Dodatkowo możemy znaleźć EDTA i BHT – substancje szkodliwe dla kobiet w ciąży i czasie laktacji.

Opakowanie ma pojemność 250 ml

Cena: w perfumeriach HEBE ok 25 zł, ja za swój zapłaciłam 10 zł.

A teraz trochę o moich odczuciach. Krem rzeczywiście przyjemnie pachnie, lecz zapach nie utrzymuje się dłużej niż 5 minut. Nie pozostawia tłustej warstwy, ładnie i szybko się wchłania. Jednak przy bardzo przesuszonych dłoniach trzeba smarować ręce dość często. Plus za opakowanie: z pompką, co czyni nasz krem bardziej higieniczny.

Czy kupię go ponownie? Na pewno nie. Wolę wydać większą kwotę na krem z lepszym składem (tzn. większą ilością składników aktywnych: witamin, olei, wyciągów) ale mieć świadomość, że nie nakładam na skórę samej chemii.

Weekendowe pazurki na weekend

Weekendowe pazurki na weekend
Witajcie.
Piatek, piąteczek, piątunio….nie wiem jak u Was, ale piątek jest to mój ulubiony dzień tygodnia. Szczególnie ta część dnia po 16 🙂 Cały weekend przed nami. 
Aby uczcić piękny (mam nadzieję), wiosenny weekend na moich pazurkach zagościła stylizacja wykonana hybrydą z ubiegłorocznej kolekcji wiosennej firmy Kabos o nazwie Weekend 🙂
Jak Wam się podoba?

They’re real Benefit – recenzja

Kiedy skończył się mój ulubiony tusz do rzęs, a niestety nie zdążyłam zaopatrzyć się w nowy, postanowiłam przetestować They’re real firmy Benefit, który jakiś czas temu otrzymałam w jednym z urodowych boxów. W pudełku otrzymałam miniaturkę, pełnowymiarowe opakowanie o pojemności 8,5 g jest to koszt 135 zł.
Zgodnie z obietnicami producenta gumowa szczoteczka ma zapewnić długotrwały efekt sztucznych rzęs z pokryciem nawet najkrótszych rzęs. Nie rozmazuje się i nie wysycha.
W mojej opinii szczoteczka jest wygodna w użyciu, o ile się do niej przyzwyczaimy. Parę początkowych prób skończyło się nieprzyjemnym dłubnięciem w oko. Przez pierwszy miesiąc użytkowania efekty były porównywalne z zapewnieniami producenta: rzęsy wydawały się dłuższe i grubsze, nie odbił się na powiekach i się nie osypał. Nie zauważyłam również efektu pajęczych nóżek. Aczkolwiek efekt sztucznych rzęs (przy moich średniej długości rzęsach) nie był zauważalny. Niestety po ponad miesiącu od otwarcia tusz zaczął wysychać, osadzać się w malutkich grudkach na szczoteczce. Nie widać już również takiego efektu jak początkowo.
Mimo, iż tusz ten nie jest produktem wodoodpornym poddałam go testowi na trwałość w wilgotnych warunkach. Po przyjściu do domu z pracy postanowiłam wziąć gorącą kąpiel, żeby sprawdzić jak się tusz zachowa. Niestety tutaj zawiódł – po kąpieli wyszłam z efektem „pandy” pod oczami. Raczej nie poleciłabym go Paniom, które lubią chodzić na siłownię/saunę z umalowanymi rzęsami.
 
Przy swojej trwałości mascara jest zadziwiająco łatwa do zmycia. Do demakijażu oczu używam jednofazowego płynu miceralnego Lireac oraz mleczka do demakijażu Charmine Rose (recenzja już niedługo:)). Przy mleczku proces zmywania trwa troszkę dłużej, ale również sprawnie.
Przy marce Benefit nie można nie wspomnieć również o opakowaniu. Pełny produkt przyciąga swoim metaliczno-szarnym kolorem oraz eleganckim opakowaniem. Tusz prezentuje się na ekskluzywnie, tylko pytanie brzmi…… czy za taką cenę nie oczekujemy czegoś więcej niż tylko ładnego opakowania? Czy może opakowanie nie jest tylko wabikiem na kobiety, które (niestety) są w pewnym sensie srokami? 🙂
Czy kupię go ponownie?Raczej nie, biorąc pod uwagę cenę pełnowymiarowego opakowania.
Może trafiłam na „felerne” opakowanie, może ten tusz tak ma…., ale nie spełnił on moich oczekiwań…. Dajcie znać, czy go używałyście i jakie są Wasze opinie.